Traveler 6/2026
Wydanie pojedyncze
WŁOCHY DO ZJEDZENIA
„W pizzerii zamówicie pizzę, a w trattorii pastę!” – wyjaśnił nam święcie oburzony kelner, kiedy z koleżanką nieopatrznie w samym sercu Neapolu spróbowałyśmy zamówić makaron obok słynnego drożdżowego placka. Wciąż pamiętam tę lekcję udzieloną mi przez strażnika kulinarnej spuścizny, że piec opalany drewnem i kuchnia do przygotowania makaronu to dwa odrębne, niemal wykluczające się światy. Ale nic dziwnego – to właśnie w Neapolu narodziła się pizza, a rytuał jej tworzenia został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Stąd wiem, że prawdziwa napoletana musi być wyrabiana wyłącznie ręcznie z mąki typu 00, wody, soli i drożdży, a następnie wypiekana w ekstremalnie gorącym piecu przez maksymalnie 90 sekund. I smakuje tak obłędnie, że nikt nie myśli o liczeniu kalorii. Zresztą całe Włochy to festiwal kulinarnego braku umiaru. Tu każdy region ma własne popisowe dania. Będąc w Lombardii, nie mogę sobie odmówić puszystej babki panettone albo pieprznego cacio e pepe w Rzymie, a zaraz po nim lodów o smaku truflowym. Oczywiste więc jest, że choć planując to wydanie Travelera o Włoszech, chcieliśmy się też skupić na innych niekoniecznie kulinarnych atrakcjach, i tak przegraliśmy z naszym apetytem. W tym kraju każda podróż wcześniej czy później skręca bowiem w stronę stołu. Przekonała się o tym nasza autorka, odkrywając, że nawet za grubymi murami zakonnicy skrywają smakołyki, które potrafią osłodzić gorycz odosobnienia.