Traveler 4/2026
Wydanie pojedyncze
POLAKO, SEKRET CHORWACJI
Jedno z moich ulubionych chorwackich słów to polako, usłyszałam je po raz pierwszy, kiedy zwiedzałam Dubrownik. A zapamiętałam, bo brzmiało znajomo, jednak jak się okazało, nie ma nic wspólnego z naszym krajem – wyraża tamtejszą filozofię życia. Samo polako, czyli „powoli”, to absolutny fundament chorwackiej kultury, odpowiedź na stres i pośpiech. Jest jak przypomnienie, że należy się cieszyć każdym dniem, samym życiem, a nie tylko przez nie biec. Ja w Dubrowniku zapadłam w stan czegoś, co mogłabym nazwać letargiem. Spacerowałam, przysiadając na kawę, obserwowałam przechodniów. Spędziłam tak cały dzień, a potem kolejny. Wiosną miasto nie przypominało rozgrzanego pieca, dlatego mogłam cieszyć się jego czarem. Wciąż mam w pamięci obraz jego terakotowych dachów kontrastujący z błękitem morza i potężnych murów opasających ten jeden z najcenniejszych europejskich skarbów. Później było jeszcze piękniej. Jeziora Plitwickie spadające kaskadami szmaragdowej wody, Split z pałacem Dioklecjana, wreszcie Istria, która z kolei pozwoliła mi się rozsmakować w daniach pachnącej truflami kuchni. Wśród wzgórz, w bajkowych miasteczkach jak Rovinj, Motovun czy Grožnjan, kamienne mury i wysokie dzwonnice zapraszają do odpoczynku w cieniu pergoli. Tam nie trzeba przypominać o polako – tam po prostu się nim żyje. I waśnie z taką intencją tym wydaniem Travelera zapraszamy Was do Chorwacji.